Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wychowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wychowanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 kwietnia 2016

Nasza socjalizacja

Kiedy dopiero szykowałam się na przyjęcie Zoriona i obsesyjnie wręcz edukowałam się wszelkiego rodzaju literaturą często spotykałam się z terminem "socjalizacja". Socjalizacja, czyli poznanie przez psa norm i zasad rządzących otaczającym go światem, co umożliwi mu swobodne w nim funkcjonowanie. W pewnym uproszczeniu tak właśnie rozumiem ten termin.
Czytając kolejne artykuły z cyklu "101 przedmiotów które musi poznać twój pies" wpadłam w coś w rodzaju socjalizacyjnej obsesji. Zrobiłam sobie listę rzeczy które absolutnie muszę pokazać Zorionowi i wydawało mi się, że jeśli cokolwiek zaniedbam to mój pies będzie miał braki socjalizacyjne!
Ponieważ teraz już wiem, że socjalizacja to nie wyścig ani lista do odhaczenia tylko coś znacznie bardziej złożonego, podczas socjalizowania Yarona postawiłam przede wszystkim na luz.
Oto jak wyglądała ona w naszym wydaniu.



co z kwarantanną?

Yarona oczywiście obowiązuje kwarantanna, ale po konsultacji z weterynarzem i upewnieniu się, że nie było w naszej okolicy zachorowań na groźne dla psa choroby zakaźne, oraz z zachowaniem zdrowego rozsądku decyduję się jej nie przestrzegać. Gdy w grę wchodzi wybór - kwarantanna, albo socjalizacja, wybieram socjalizację. Dosyć dobrze oddaje moje zdanie na ten temat ten artykuł: http://www.perfectdog.com.pl/kwarantanna-kontra-socjalizacja-czyli-pierwsze-trudne-decyzje.html autorstwa Anny Nocny

a więc socjalizajca

Przez pierwsze kilka dni nawet nie ruszamy się z posesji. Korzystam z komfortu ogrodzonych hektarów i aranżuję Yaronowi rozrywkę na własnym terenie. Zwiedzamy więc:

  • pastwisko 
  • przechodzimy przez strumyczek, zaglądamy do wodopoju
  • kurnik, kury nie są zachwycone wizytą
  • koziarnię, pod nieobecność kóz, bo to bandytki są
  • owczarnię, pod nieobecność owiec, bo to cykory są
  • wiatę końską, pod nieobecność koni, bo gdzieś polazły akurat
  • oglądamy całą menażerię, Yaron chętnie poznał by wszystkich bliżej, tylko konie nie budzą u niego wielkiego entuzjazmu
  • wchodzimy do stodoły i spacerujemy po stosach desek, płytek, narzędzi i innych bardzo przydatnych rzeczy tam zgromadzonych
  • zwiedzamy warzywnik
  • wchodzimy na górkę z piasku
  • spacerujemy po stosach drewna
  • tytłamy się w błocie, na każdym kroku, nie zawsze z wyboru


Kiedy pogoda z brzydkiej staje się bardzo brzydka wykorzystuję inwencję i wszystko co wpadnie mi w ręce w domu. Aranżuję Yaronowi spacery po spiętrzonej pościeli, między poprzewracanymi krzesłami, pod, nad i pomiędzy wymyślnymi konstrukcjami z kartonowych skrzynek na owoce które pieczołowicie znoszę do domu. Pozwalam sobie z premedytacją upuścić metalową miskę czy przewrócić krzesło w obecności młodego. Przebieram się w kapelusze, gogle i peleryny z prześcieradła i w takim przebraniu ćwiczę i bawię się z psem. I tak dalej. Ogranicza mnie w końcu tylko moja wyobraźnia, prawa fizyki no i elementarne BHP. Przy braku weny puszczam młodemu filmiki na Youtube, najbardziej absorbują go takie z życia wilków. No i śmieszne koty, najlepiej takie które się biją (to był hit)
Osobnym tematem jest łazienka, która dostarczyła nam już kilku godzin rozrywki. Szczeniak poznaje dźwięk spuszczanej wody, głośny stuk opadającej klapy od sedesu, uroki szarpania papieru toaletowego (czego nie omieszkałam mu wyperswadować) dźwięk wody lecącej z kranu, pokazuję Yaronowi kabinę prysznicową, na sucho i mokro, demonstruję wodę lecącą z prysznica. To jest coś, co początkowo kompletnie nie mieści się szczeniakowi w głowie, ale po przełamaniu lodów budzi u Yarona wielki entuzjazm. Obecnie psiak tylko czyha na okazję by wybrać się ze mną do łazienki, ładuje się pod prysznic i czeka aż odkręcę wodę. Opłukanie błotnego potwora by na powrót stał się psem obywa się bez traumy, właśnie dzięki dużej ilości pozytywnych wrażeń pod prysznicem, budowanych konsekwentnie od pierwszych dni w nowym domu.

Kiedy już posesja została schodzona wzdłuż i wszerz wyruszamy na podbój okolicy. Noszę Yarona w torbie albo na rękach, i spacerujemy sobie po wsi. Młody ma okazję zobaczyć inne psy, traktory, ludzi, budynki i cały wiejski folklor. Gdy napotkany człowiek jest chętny proponuję pogłaskanie i skarmienie Yarona przysmakiem.
Zabieram też szczeniaka na przejażdżki samochodem. Zatrzymujemy się w różnych miejscach, np. na parkingu koło sklepu i obserwujemy wszystko z otwartego samochodu.

Kolejną istotną rzeczą są odwiedziny gości. Każda odwiedzająca nas osoba obowiązkowo spędza chwilę na zabawie i głaskaniu młodego. Chcę by spotkania z nieznanymi osobami przyjemnie mu się kojarzyły. Na takiej samej zasadzie odwiedzamy okolicznych znajomych, zwiedzamy ich ogródki i poznajemy zwierzęta - tylko te miłe lub obojętne wobec szczeniąt ma się rozumieć.


Na spacery udajemy się na pola za domem, teren jest wolny od obecności innych psów więc bez stresu pozwalam młodemu buszować w zaroślach.

Po dwóch tygodniach wspólnej eksploracji zaczynam powoli wprowadzać poważniejsze wątki miejskie. Yaron odwiedza więc wnętrze supermarketu, jeleniogórski rynek, okoliczne deptaki. Poznaje ruch miejski i większe skupiska ludzi. Na tym etapie są to kontakty przelotne, moim zdaniem wystarczająco bogate w bodźce dla tak młodego psa. Działamy na zasadzie: przyszli, zobaczyli, pobawili i wrócili do domu.
Odbywa też swój pierwszy dalszy wyjazd, na którym ma okazję świetnie się bawić i troszkę pracować na hali treningowej, a nawet dwóch. Pierwszy raz próbuje swoich sił w mentalnym pojedynku ze stadem owiec i ma okazję zobaczyć jak to robią profesjonaliści - czyli podziwia bordery przy pracy. W czasie całego wyjazdu poznaje też wielu psich kumpli i bardzo miłych ludzi. Trochę się martwiłam jak szczeniak zniesie długie przejazdy samochodem, ale okazał się bardzo grzecznym podróżnikiem który zaraz po ruszeniu układa się do spania.



główne zasady

Podczas naszej socjalizacji kierowałam się kilkoma zasadami, oto one:


  • bezpieczeństwo
Bezpieczeństwo przede wszystkim. Zawsze asekuruję Yarona gdy chodzi po czymś, z czego mógłby spaść albo ześlizgnąć się. W pobliżu samochodów, przepaści lub innych niebezpiecznych miejsc ciekawski szczeniak obowiązkowo jest na smyczy. W kwestii bezpieczeństwa nie pozwalam także obcym psom na interakcję z młodym.

  • komfort psa
Choć moim zdaniem ważne jest aby szczeniak spotykał różne wyzwania i miał szansę sobie z nimi poradzić, staram się tak planować socjalizację, aby sytuacje nie przerosły psa. Jeśli coś wzbudza w Yaronie obawę, nie przekonuję go na siłę, nie namawiam by podszedł i zbadał obiekt, nawet jeśli w duchu podśmiewam się ze szczeniaka burczącego na spróchniały pień stojący pośrodku pola. Jeśli pień się nie podoba, to w porządku, wołam psa i udajemy się w inną stronę. Może gdy następnym razem będziemy w okolicy, ciekawość zwycięży i zwierzak zachęcony biernością pniaka sam postanowi zbadać co to za kreatura.


  • dużo czasu na regenerację
Uważam by nie bombardować psa nowymi bodźcami. Po każdym wyjściu do miasta czy podobnych, intensywnych wrażeniach daję psu 1-2 dni na regenerację. Dni przeznaczone na odpoczynek od nowych wrażeń spędzamy na treningu, spacerach i relaksie w spokojnej okolicy.

  • przede wszystkim spokój
Kiedy jestem zdenerwowana nie trenuję ani nie zabieram psa na socjal, zamiast tego udajemy się na przykład na relaksacyjną przechadzkę albo głaski i mizianki na kanapie. Jeśli planuję robić coś z psem to staram się mieć zapas czasu, aby nigdzie się nie spieszyć. To samo tyczy się Yarona, jeśli widzę, że jest niespokojny odpuszczamy ambitne plany i robimy przerwę na rozluźnienie. 
Jeśli nie uda mi się zrealizować planu na dany dzień nie przejmuję się tym zbytnio, ani nie staram się nadrobić go później. Po prostu spokój. Spokój jest dobry na mózg, Yaronowy jak i mój,



Na ten moment u nas już po socjalizacji, niedługo będziemy zdawać relację z jej efektów.




środa, 30 marca 2016

Pierwszy miesiąc razem, czyli dobry start w dorosłość

Choć pierwszy miesiąc ze szczeniakiem dosyć dobrze podsumowuje  opis: "Siki, siki wszędzie.", dzieje się także wiele innych ciekawych rzeczy. Czasem ciężko je dostrzec, gdy oczy same się zamykają po nocnych pobudkach i zbieraniu kolejnej kupy z wykładziny (zawsze mnie zastanawiało, jaki taki maluch może wyprodukować tyle "niespodzianek"?).
Zdumiewający jest też fakt, jak szybko taki papiś rośnie. Kładę się spać, a rano piesek jest zauważalnie większy.

Pomijając jednak kwestie fizjologiczne, co jeszcze robiliśmy z Yaronem przez pierwszy miesiąc?

Przede wszystkim wciąż ma zastosowanie lista priorytetów którą (nie bez trudu) ułożyłam opisując nasz pierwszy tydzień. Kwestie tam opisane to są dla mnie absolutne podstawy i nigdy nie nadjedzie moment, gdy przestanę je rozwijać.
Z czasem podnoszę jedynie poziom trudności, dodaję rozproszenia i inne wyzwania.

Co dalej?



W ciągu pierwszego miesiąca wprowadzam Yaronowi podstawy przyszłej pracy tropowej, tak zwane "fire trails".
Przyzwyczajam psa do takiej aktywności i chcę, by od szczeniaka szukanie osób kojarzyło mu się z ekstra emocjami, najlepszą zabawą i super żarciem. Do precyzji jeszcze dojdziemy, na początek budujemy motywację i najwspanialsze skojarzenia.

Skoro już mowa o podstawach zaczynamy także fundamenty podstawy pod przyszłe treningi obedience. Tu też stawiamy na mało nauki a dużo zabawy. Detale będziemy dłubać gdy już pies załapie ideę wspólnego treningu i będzie się cieszył na jego rozpoczęcie.



Zapisujemy się z Yaronem do psiego przedszkola. O naszych przedszkolnych podbojach chciała bym napisać osobny tekst, tu nadmienię jedynie, że na ten moment najważniejszą lekcją jaką Yaron wyniósł z przedszkola jest to, że jestem fajniejsza od psich kumpli proponujących dzikie harce. Szczeniak potrafi skupić się i pracować w towarzystwie innych psów, chyba nie muszę pisać, jaka to przydatna sprawa?

Wprowadzam chodzenie na smyczy. Mieszkając na urokliwym, ale jednak zadupiu mogę nie używać smyczy całymi dniami. Ponieważ jednak kontakty z cywilizacją są nieuniknione, pokazuję Yaronowi, że jest takie ustrojstwo jak zestaw smycz + obroża i z noszeniem go wiążą się pewne zasady. 
Grzeczne chodzenie na smyczy ćwiczymy głównie przy okazji wycieczek do miasta, to chyba najbardziej zaniedbywana przeze mnie dziedzina psiej edukacji.



Około trzy razy w tygodniu ćwiczę z Yaronem na piłkach fit paws (a w zasadzie na piłkach z LIDLa). Są to krótkie, wesołe sesje. Na ten moment psiak na widok wyciągniętej piłki od razu zaczyna się na nią wspinać z zadowoloną miną oczekując nagrody. Nie wiem, czy to tylko moje odczucie, ale małe ONki to mistrzowie niezgrabności. Przeciętny border w wieku 8 tygodni kilkukrotnie przerasta  miesiąc starszego Yarona, w zasadzie mi to nie przeszkadza, w końcu każdy rozwija się w swoim tempie, jednak gdy pies ścigając zabawkę potyka się o własne łapy, po czym hamuje ryjąc nosem w błocie prze następny metr... Niejednokrotnie.
Praca na piłkach, powolna i nastawiona na precyzję i ogarnianie grubych łapek, sporo Yaronowi dała. Przynajmniej mogę być spokojna, że raczej nie skrzywdzi się podczas dokazywania. Raczej, bo przecież to zdolny pies.



Na koniec bardzo ważna sprawa! Robimy razem mnóstwo kompletnie niepraktycznych rzeczy. Bawimy się w "upoluj kończynę pod kołdrą", biegamy po błocie (czyli w zasadzie gdziekolwiek, przy ostatniej pogodzie), chodzimy na antynornicze patrole - pokazuję Yaronowi norę, on niucha i jeśli uzna ją za świeżą to rozkopuje, zwiedzamy różne miejsca, często łazimy sobie bez celu po okolicy, bez komend, posłuszeństwa i wymogów. I to jest chyba najfajniejsze.



piątek, 18 marca 2016

Pierwszy tydzień razem, czyli budowanie więzi

Za nami pierwszy dzień w nowym domu, psiak wstępnie zadomowiony, oswoił się z nową sytuacją. Co dalej?
Poniżej postaram się opisać nasz pierwszy wspólny tydzień, rozbijając go na poszczególne aktywności, zaczynając od tych dla mnie najbardziej istotnych. Swoją drogą, to bardzo pouczające i wcale niełatwe zadanie, poukładać to wszystko w kolejności od najistotniejszych. Jak tu wybrać?!

Przywołanie

Znalazło się na pierwszym miejscu, ponieważ dobre przywołanie przekłada się bezpośrednio na bezpieczeństwo naszego psa, nie może być nic bardziej priorytetowego.
Przywołanie ćwiczę od pierwszego dnia, w domu, na podwórku, na spacerze, kiedy tylko się da. Widzimy coś ciekawego? Najpierw wołam Yarona do siebie, obficie nagradzam za podejście i kontakt a potem zwalniam do "obiektu". Albo i nie. Jeśli "obiektem" jest coś z czym nie chcę by młody wchodził w interakcję po przywołaniu zajmuję go zabawą i jedzeniem i oddalamy się.

Kiedy biega luzem, pozwalam Yaronowi swobodnie eksplorować a od czasu do czasu przywołuję go do siebie i nagradzam mizianiem, zabawą, częścią dziennej porcji karmy albo smakołykiem - niespodzianką. Lub kombinacją powyższych, jeśli przyjdzie do mnie oderwawszy się od czegoś wielce absorbującego, na przykład końskiej kupy albo martwego kreta.

Oczywiście należy znać swoje ograniczenia, dlatego trudność przywołania stopniuję z wyczuciem. Nie wołam psa gdy ilość rozproszeń jest duża i nie mam pewności, czy zareaguje, na przykład, gdy młody jest właśnie w trakcie szaleńczej zabawy z innym psem.



Socjalizacja

To strasznie obszerny temat i zapewne poświęcę mu osobny wpis. Znalazła się na drugim miejscu, ponieważ nie da się jej nadrobić. Okienko socjalizacyje się zamyka i koniec :P
Dlatego przez pierwszy tydzień staram się pokazać szczeniakowi spore spektrum sytuacji, przedmiotów i stworzeń. Dbam tu bardzo o to, by wszystkie te interakcje, nawet jeśli stanowią wyzwanie nie były dla psa przytłaczające. Unikamy zatłoczonych czy głośnych miejsc, stawiam raczej na dużo wędrowania po zróżnicowanym terenie, obserwację różnorakich dziwów, ale niekoniecznie interakcję z nimi i mnóstwo miłych doznań ze strony różnych ludzi.



Budowanie zaufania

Znów strasznie rozległe pojęcie. Ponieważ dla szczeniaka jestem obcą osobą staram się aby poznał mnie z jak najlepszej strony. Dużo czasu poświęcam na obserwowanie młodego, uczę się jego sposobu komunikacji i staram się respektować komunikaty wysyłane do mnie. Chcę, żeby pies wiedział, że przy mnie może się czuć bezpiecznie i nie narażę go na stres czy niebezpieczeństwo (nie mówię tu o trzymaniu szczeniaka pod kloszem, umiarkowany stres to wyzwanie i jest potrzebny psiakowi do rozwoju). Przykładowo, kiedy Yaron uważa, że coś jest bardzo straszne nie przyciągnę go w stronę potworności by pokazać mu, że to nic takiego. Zawsze daję młodemu czas by zdecydował, czy chce zbadać osobliwość i pozwalam by zrobił to w swoim tempie. Jeśli Yaron uznaje, że jakiś pies jest straszny wołam go do siebie i oddalamy się zamiast na siłę oswajać.
Nie pozwalam by w mojej obecności inne psy czy ludzie traktowali młodego w sposób wywołujący u niego zbyt duży stres. Znów nie mam tu na myśli klosza. Nie porywam psa na ręce jeśli w trakcie zabawy zostanie przewrócony. Natomiast gdy widzę zbliżającego się psa z potencjalnie agresywnymi zamiarami ustawiam młodego za sobą i sama odganiam intruza. Jeszcze uważniej pilnuję ludzi, po tych to nie wiadomo czego się spodziewać :P



Odpoczynek

Dla mnie podstawa. Nie cierpię bezsensownego nakręcania się u psów. Pies towarzyszy mi w wielu sytuacjach i dla jego i mojego komfortu dobrze będzie, jeśli szczeniak szybko nauczy się relaksować w różnych sytuacjach.
Takie nic nierobienie trzeba ćwiczyć, tak samo jak komendy czy grzeczne chodzenie na smyczy. Ale odpoczywanie, niezależnie od okoliczności, jest moim zdaniem jedną z najważniejszych umiejętności

Poza czasem drzemki, kiedy maluch po prostu śpi staram się poświęcać sporo czasu na wspólny odpoczynek. Czyli po prostu siedzimy w domu, Yaron leży obok mnie i gryzie gryzak, albo po prostu obserwuje co się dzieje. To samo na dworze, robimy przerwy w eksploracji by po prostu posiedzieć razem, porozglądać się, zrelaksować.



Ignorowanie

Nie każdy zauważony na horyzoncie człowiek czy pies jest najlepszym kumplem z którym natychmiast trzeba się przywitać. Ćwiczymy więc ignorowanie ludzi i psów.
Do ćwiczeń wykorzystuję przypadkowych przechodniów i psy, najlepiej prowadzone na smyczy. Kiedy Yaron wykazuje zainteresowanie obcym wołam go do siebie i oferuję ciekawe zajęcia blisko mnie - czy będzie to skarmianie, mizianie, zabawa czy wykonanie jakiejś komendy za smakołyk? A może po prostu pobiegniemy razem w drugą stronę wesoło targając smyczą? To już zależy od sytuacji. Tu też stosuję zasadę delikatnego stopniowania trudności.
Często też nagradzam Yarona gdy sam decyduje się na spokojne obserwowanie ludzia czy psa.



Podążanie

Sprawa niezwykle przydatna. Choć szczeniak wydaje się mieć opcję "podążanie" wbudowaną fabrycznie to wiem, że przed nami okres buntu i buzujących hormonów. Także nie szczędzę pochwał i nagród ilekroć Yaron zdecyduje się podążać za mną. To taka podążeniowa lokata na ciężkie czasy dorastania.
Nagradzam takie zachowania kiedy młody jest luzem, jak i na smyczy.



Zabawa

Ćwiczymy bawienie się :)
Docelowo chcę by psiak chętnie bawił się gdy mu to zaoferuję, nawet w rozpraszającym otoczeniu. Dlatego powoli i starannie buduję u Yarona wartość zabawy ze mną. Na początek bawimy się gdy młody jest pobudzony albo ma głupawkę, ewentualnie gdy sam się o to doprasza. Uruchamiam kreatywność i staram się aby każda zabawa była dla psa zaskakująca i baaardzo absorbująca. Na przykład wyrzucam garść zabawek i pozwalam szczeniakowi wybrać najatrakcyjniejszą, albo wyciągam szarpak, a potem jeszcze jeden i jeszcze. Każdy fajniejszy od poprzedniego. Równocześnie pracuję nad tym, by Yaron wybierał zabawki które sama oferuję. Nawet jeśli obok leży ulubiona piłka - krokodylek staję na głowie, by zabawka którą mam w rękach była atrakcyjniejsza. Nie szczędzę entuzjazmu, pogoni, tarzania się i dzikich dźwięków. Sąsiedzi i tak już mają wyrobione zdanie o moim stanie umysłowym.



Kennel

Kennel od pierwszego dnia ma być superfajnym miejscem. Codziennie młody dostaje tam część swojego jedzenia, gryzaki i jest chwalony za każde wejście do klatki z własnej inicjatywy.
Dodatkowo obowiązuje zasada, że Yaron ma w kennelu święty spokój - nikomu nie wolno mu przeszkadzać gdy w spokoju zjada tam gryzaka. Dzięki temu klatka szybko staje się bezpiecznym azylem, ale też składnicą skarbów. Jeśli w domu zginie kapeć wiadomo gdzie należy się udać celem wydobycia zguby.
Wprowadzam też zasadę, że po każdym powrocie do domu Yaron dostaje małą porcyjkę żarcia w klatce. Dzięki temu już na drugi dzień szczeniak pędem leci do kennela jak tylko wejdzie do domu. Wystarczy podłożyć komendę :)

Jedzenie

Kolejna ważna inwestycja. Uczę szczeniaka, że moja obecność przy jedzeniu zwiastuje coś ekstra. Wyciągam rękę w stronę miski gdy Yaron je, tylko po to, by dołożyć do niej smaczny kąsek. Kiedy młody pożera gryzaka oferuję mu coś pyszniejszego na wymianę. Trzymam obgryzaną kość i oddzielam z niej kawałki mięsa podając młodemu. Pokazuję, że wszelkie majstrowanie przy misce czy innym jedzeniu jest w porządku i niesie ze sobą same fajne rzeczy.
Dzięki temu mogę liczyć, że jeśli pies znajdzie na spacerze tygodniowego, rozjechanego szczura to zechce oddać znalezisko zamiast pospiesznie je połknąć widząc, że się zbliżam. Przekonamy się jak będzie :)

Aktywizacja nosa

Ponieważ mały owczarek to wzrokowiec przyzwyczajam go do polegania na nosie w różnych sytuacjach. Bawimy się w chowanego na dworze (niezbyt wymagającą wersję, piesek wciąż potyka się o własne łapy gdy poniesie go entuzjazm), rzucam mu smakołyki w trawę lub chowam je w kocyku, aranżuję także poszukiwanie zabawek pochowanych na dworze lub w domu, albo po prostu rzuconych w sypki śnieg.



Pierwsze komendy i hasła

Czyli budujemy słownik którym będę mogła czytelnie porozumiewać się ze swoim psem.
Uczę Yarona siadania i kładzenia się na komendę, do tego wymienione wcześniej przywołanie. Młody poznaje też hasła na jedzenie i zabawę, słowa aprobaty ("dobrze, brawo") i ostrzeżenia ("ej") oraz zwolnienia ("ok") i zabronienia ("nie"). Nie oczekuję, że Yaron od razu załapie znaczenie poszczególnych słów. najpierw sama muszę się nauczyć stosowania ich w odpowiednich sytuacjach, aż stanie się to niemal odruchowe. Zresztą szczeniak wydaje się być w tym temacie bystrzejszy od przewodnika.

Dotykanie

Uczę Yarona, że wszelki kontakt fizyczny jest fajny. Codziennie wieczorem staram się poświęcić chwilę na relaksacyjne mizianie. Głaszczę i masuję szczeniaka aż będzie rozluźniony do drzemki włącznie, przy okazji przyzwyczajam go też do dotykania bardziej wrażliwych miejsc. Czyli masuję mu łapki, bawię się ogonem, zaglądam do uszu, smyram po nosie i takie tam. Cały czas pilnuję aby pies pozostał wyluzowany i rozluźniony. Przyda się na przyszłość do weterynarza, zabiegów pielęgnacyjnych czy choćby po to, by pies nie siał fermentu "bo ktoś mi dotknął ogon, to było straszne!"

Załatwianie się na dworze

Z jednej strony od szczeniaka nie ma co wymagać zbyt wiele w tym temacie, z drugiej im szybciej opanuje on załatwianie się na dworze tym lepiej dla mojego zdrowia psychicznego i kondycji podłogi. Także trzymam się schematu z pierwszego dnia pobytu a każde załatwienie się na dworze witam eksplozją radości.


To by było na tyle. Z jednej strony wydaje się okropnie długi, z drugiej większość poruszonych w niej umiejętności trenujemy niejako przy okazji codziennych czynności. Ważne jest by pamiętać, że wychowanie szczeniaka to nie jest jakaś lista do odhaczenia ani tym bardziej wyścig kto nauczy swojego małego geniusza większej ilości sztuczek w krótszym czasie. Łatwo jest odnieść takie wrażenie czytając artykuły w sieci czy oglądając filmiki.

Na koniec ostatnie ćwiczenie, tylko dla człowieka: Nie spinaj się za bardzo :)
Sama powinnam wykonywać je nieco sumienniej... Ale jest bardzo trudne. W razie czego meliska i relaksujący spacer z pieskiem, podczas którego nie będziesz wymagać od niego absolutnie nic (no, może poza minimum przyzwoitości).