czwartek, 14 kwietnia 2016

Nasza socjalizacja

Kiedy dopiero szykowałam się na przyjęcie Zoriona i obsesyjnie wręcz edukowałam się wszelkiego rodzaju literaturą często spotykałam się z terminem "socjalizacja". Socjalizacja, czyli poznanie przez psa norm i zasad rządzących otaczającym go światem, co umożliwi mu swobodne w nim funkcjonowanie. W pewnym uproszczeniu tak właśnie rozumiem ten termin.
Czytając kolejne artykuły z cyklu "101 przedmiotów które musi poznać twój pies" wpadłam w coś w rodzaju socjalizacyjnej obsesji. Zrobiłam sobie listę rzeczy które absolutnie muszę pokazać Zorionowi i wydawało mi się, że jeśli cokolwiek zaniedbam to mój pies będzie miał braki socjalizacyjne!
Ponieważ teraz już wiem, że socjalizacja to nie wyścig ani lista do odhaczenia tylko coś znacznie bardziej złożonego, podczas socjalizowania Yarona postawiłam przede wszystkim na luz.
Oto jak wyglądała ona w naszym wydaniu.



co z kwarantanną?

Yarona oczywiście obowiązuje kwarantanna, ale po konsultacji z weterynarzem i upewnieniu się, że nie było w naszej okolicy zachorowań na groźne dla psa choroby zakaźne, oraz z zachowaniem zdrowego rozsądku decyduję się jej nie przestrzegać. Gdy w grę wchodzi wybór - kwarantanna, albo socjalizacja, wybieram socjalizację. Dosyć dobrze oddaje moje zdanie na ten temat ten artykuł: http://www.perfectdog.com.pl/kwarantanna-kontra-socjalizacja-czyli-pierwsze-trudne-decyzje.html autorstwa Anny Nocny

a więc socjalizajca

Przez pierwsze kilka dni nawet nie ruszamy się z posesji. Korzystam z komfortu ogrodzonych hektarów i aranżuję Yaronowi rozrywkę na własnym terenie. Zwiedzamy więc:

  • pastwisko 
  • przechodzimy przez strumyczek, zaglądamy do wodopoju
  • kurnik, kury nie są zachwycone wizytą
  • koziarnię, pod nieobecność kóz, bo to bandytki są
  • owczarnię, pod nieobecność owiec, bo to cykory są
  • wiatę końską, pod nieobecność koni, bo gdzieś polazły akurat
  • oglądamy całą menażerię, Yaron chętnie poznał by wszystkich bliżej, tylko konie nie budzą u niego wielkiego entuzjazmu
  • wchodzimy do stodoły i spacerujemy po stosach desek, płytek, narzędzi i innych bardzo przydatnych rzeczy tam zgromadzonych
  • zwiedzamy warzywnik
  • wchodzimy na górkę z piasku
  • spacerujemy po stosach drewna
  • tytłamy się w błocie, na każdym kroku, nie zawsze z wyboru


Kiedy pogoda z brzydkiej staje się bardzo brzydka wykorzystuję inwencję i wszystko co wpadnie mi w ręce w domu. Aranżuję Yaronowi spacery po spiętrzonej pościeli, między poprzewracanymi krzesłami, pod, nad i pomiędzy wymyślnymi konstrukcjami z kartonowych skrzynek na owoce które pieczołowicie znoszę do domu. Pozwalam sobie z premedytacją upuścić metalową miskę czy przewrócić krzesło w obecności młodego. Przebieram się w kapelusze, gogle i peleryny z prześcieradła i w takim przebraniu ćwiczę i bawię się z psem. I tak dalej. Ogranicza mnie w końcu tylko moja wyobraźnia, prawa fizyki no i elementarne BHP. Przy braku weny puszczam młodemu filmiki na Youtube, najbardziej absorbują go takie z życia wilków. No i śmieszne koty, najlepiej takie które się biją (to był hit)
Osobnym tematem jest łazienka, która dostarczyła nam już kilku godzin rozrywki. Szczeniak poznaje dźwięk spuszczanej wody, głośny stuk opadającej klapy od sedesu, uroki szarpania papieru toaletowego (czego nie omieszkałam mu wyperswadować) dźwięk wody lecącej z kranu, pokazuję Yaronowi kabinę prysznicową, na sucho i mokro, demonstruję wodę lecącą z prysznica. To jest coś, co początkowo kompletnie nie mieści się szczeniakowi w głowie, ale po przełamaniu lodów budzi u Yarona wielki entuzjazm. Obecnie psiak tylko czyha na okazję by wybrać się ze mną do łazienki, ładuje się pod prysznic i czeka aż odkręcę wodę. Opłukanie błotnego potwora by na powrót stał się psem obywa się bez traumy, właśnie dzięki dużej ilości pozytywnych wrażeń pod prysznicem, budowanych konsekwentnie od pierwszych dni w nowym domu.

Kiedy już posesja została schodzona wzdłuż i wszerz wyruszamy na podbój okolicy. Noszę Yarona w torbie albo na rękach, i spacerujemy sobie po wsi. Młody ma okazję zobaczyć inne psy, traktory, ludzi, budynki i cały wiejski folklor. Gdy napotkany człowiek jest chętny proponuję pogłaskanie i skarmienie Yarona przysmakiem.
Zabieram też szczeniaka na przejażdżki samochodem. Zatrzymujemy się w różnych miejscach, np. na parkingu koło sklepu i obserwujemy wszystko z otwartego samochodu.

Kolejną istotną rzeczą są odwiedziny gości. Każda odwiedzająca nas osoba obowiązkowo spędza chwilę na zabawie i głaskaniu młodego. Chcę by spotkania z nieznanymi osobami przyjemnie mu się kojarzyły. Na takiej samej zasadzie odwiedzamy okolicznych znajomych, zwiedzamy ich ogródki i poznajemy zwierzęta - tylko te miłe lub obojętne wobec szczeniąt ma się rozumieć.


Na spacery udajemy się na pola za domem, teren jest wolny od obecności innych psów więc bez stresu pozwalam młodemu buszować w zaroślach.

Po dwóch tygodniach wspólnej eksploracji zaczynam powoli wprowadzać poważniejsze wątki miejskie. Yaron odwiedza więc wnętrze supermarketu, jeleniogórski rynek, okoliczne deptaki. Poznaje ruch miejski i większe skupiska ludzi. Na tym etapie są to kontakty przelotne, moim zdaniem wystarczająco bogate w bodźce dla tak młodego psa. Działamy na zasadzie: przyszli, zobaczyli, pobawili i wrócili do domu.
Odbywa też swój pierwszy dalszy wyjazd, na którym ma okazję świetnie się bawić i troszkę pracować na hali treningowej, a nawet dwóch. Pierwszy raz próbuje swoich sił w mentalnym pojedynku ze stadem owiec i ma okazję zobaczyć jak to robią profesjonaliści - czyli podziwia bordery przy pracy. W czasie całego wyjazdu poznaje też wielu psich kumpli i bardzo miłych ludzi. Trochę się martwiłam jak szczeniak zniesie długie przejazdy samochodem, ale okazał się bardzo grzecznym podróżnikiem który zaraz po ruszeniu układa się do spania.



główne zasady

Podczas naszej socjalizacji kierowałam się kilkoma zasadami, oto one:


  • bezpieczeństwo
Bezpieczeństwo przede wszystkim. Zawsze asekuruję Yarona gdy chodzi po czymś, z czego mógłby spaść albo ześlizgnąć się. W pobliżu samochodów, przepaści lub innych niebezpiecznych miejsc ciekawski szczeniak obowiązkowo jest na smyczy. W kwestii bezpieczeństwa nie pozwalam także obcym psom na interakcję z młodym.

  • komfort psa
Choć moim zdaniem ważne jest aby szczeniak spotykał różne wyzwania i miał szansę sobie z nimi poradzić, staram się tak planować socjalizację, aby sytuacje nie przerosły psa. Jeśli coś wzbudza w Yaronie obawę, nie przekonuję go na siłę, nie namawiam by podszedł i zbadał obiekt, nawet jeśli w duchu podśmiewam się ze szczeniaka burczącego na spróchniały pień stojący pośrodku pola. Jeśli pień się nie podoba, to w porządku, wołam psa i udajemy się w inną stronę. Może gdy następnym razem będziemy w okolicy, ciekawość zwycięży i zwierzak zachęcony biernością pniaka sam postanowi zbadać co to za kreatura.


  • dużo czasu na regenerację
Uważam by nie bombardować psa nowymi bodźcami. Po każdym wyjściu do miasta czy podobnych, intensywnych wrażeniach daję psu 1-2 dni na regenerację. Dni przeznaczone na odpoczynek od nowych wrażeń spędzamy na treningu, spacerach i relaksie w spokojnej okolicy.

  • przede wszystkim spokój
Kiedy jestem zdenerwowana nie trenuję ani nie zabieram psa na socjal, zamiast tego udajemy się na przykład na relaksacyjną przechadzkę albo głaski i mizianki na kanapie. Jeśli planuję robić coś z psem to staram się mieć zapas czasu, aby nigdzie się nie spieszyć. To samo tyczy się Yarona, jeśli widzę, że jest niespokojny odpuszczamy ambitne plany i robimy przerwę na rozluźnienie. 
Jeśli nie uda mi się zrealizować planu na dany dzień nie przejmuję się tym zbytnio, ani nie staram się nadrobić go później. Po prostu spokój. Spokój jest dobry na mózg, Yaronowy jak i mój,



Na ten moment u nas już po socjalizacji, niedługo będziemy zdawać relację z jej efektów.




1 komentarz:

  1. Ha, czyli tez byłam elementem socjalizacji! Ależ za Wami tęsknię!

    OdpowiedzUsuń